Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kristoff. Pokaż wszystkie posty

Łukasik do Lechii, czyli kibic nie ogląda meczów swojej drużyny

No Comments »


Każda plotka transferowa wywołuje w sieci lawinę komentarzy. Śledzenie ich, niejednokrotnie zabawnych, wulgarnych, rzadziej wyważonych i merytorycznych, nasuwa pewien smutny wniosek, który skłonił mnie do popełnienia kilku słów na ten temat.

Serwis weszlo.com poinformował dziś, że bliskie finalizacji są przenosiny Daniela Łukasika do Lechii Gdańsk. Kwota transferu ma opiewać na około 3 miliony złotych. Przypomnę 3 miliony złotych to między 700, a 800 tysięcy euro. W kontekście tego piłkarza, kwota wręcz niewyobrażalna, wzięta z kosmosu. W tej sytuacji należałoby opakować Daniela w ozdobny papier, przyczepić na czubku głowy czerwoną wstążeczkę, psiknąć perfumami i delikatnie przetransportować do najbliższego portu lotniczego, aby tylko nie złapał przypadkiem jakieś kontuzji.

Jakie atutu ma Łukasik? Co może dać Legii walczącej o wejście do mitycznej Ligii Mistrzów. Szybki – nie. Z dokładnym podaniem – może, ale tylko do stoperów, ewentualnie bramkarza. Kreatywny – nigdy w życiu. Wydolny – prawie umarł na murawie w meczu z Pogonią. Silny fizycznie – szanujmy się. Dokładny w odbiorze – właściwie to tak, ale głównie z faulem. Stałe fragmenty – chyba jeszcze nie znalazł bramkarza. Z punktu widzenia Legii to piłkarz bez atutów. Na pewno miałby pewny plac w Ruchu, Zawiszy czy Piaście. Ale nie na Łazienkowskiej. Dlaczego, bo jest za słaby.*

Powiecie, że młody. Młody to jest Max Meyer, rocznik ’95 (18 lat), który zagrał już 30 meczów w Bundeslidze w barwach Wolfsburga i zadebiutował w Nationalmanschaft. Łukasik ma 23 lata. I nie jest młody. Od debiutu w pamiętnym meczu z Ukrainą na Stadionie Narodowym zalicza permanentny zjazd. On się nie tylko nie rozwija. On się wręcz zwija.

Ale nie! Fanpage Legionisci.com, komentarze pod wpisem:

„chuj z ceną, to przyszłość Legii.. niech zostaje!”
„700.000 euro za Łukasika ? no nieźle mam nadzieje ze władze k(L)ubu nie są ze sprzedadzą go za takie marne pieniądze jest młody może się rozwinąć jeszcze”

Człowiek czyta takie wpisy i myśli sobie: „kurwa, czy połowa kibiców mojego ukochanego klubu to debile?!” Trudno nad tym przejść do porządku dziennego. Trafia się jedyny w swoim rodzaju deal, aby sprzedać głębokiego rezerwowego za prawie 800 tysięcy euro, nie osłabiając przy tym podstawowego składu. A tu taka lawina żalu i narzekań.

Można dojść do wniosku, że ci kibice nie oglądają meczów Legii, a polubili stronę legioniści.com, bo to jest modne, albo ktoś im kiedyś powiedział, że to jest cool. Nie stajesz się kibicem przez to, że ustawisz sobie jako cover photo zdjęcie z ostatniej oprawy. Nie stajesz się kibicem przez to, że polubiłeś „Legia Warszawa”, Legia.net, Legionisci.com na Facebooku. Oglądaj mecze w telewizji czy Internecie! Chodź na mecze, dopinguj! Czytaj, analizuj, interesuj się nie tylko pierwszą drużyną, ale i rezerwami, juniorami! Bądź na bieżąco! A jeśli nie jesteś i w ataku na Lecha szukałeś Danijela Ljuboji, to przynajmniej się nie ośmieszaj.

*Na koniec Przemysław Cecherz informuje nas dlaczego Daniel Łukasik (sędzia) nie gra w Legii i powinien z niej odejść:

Inaki Astiz do reprezentacji!

No Comments »


Mateusz Borek ćwierknął dziś na Twitterze, iż prawdopodobną konfiguracją stoperów w meczu Polska-Szkocja jest para Glik - Szukała . Każdy, kto śledził nieudane dla nas eliminacje do brazylijskiego Mundialu ma z pewnością mieszane uczucia. Kamil Glik, gwiazda i kapitan włoskiego Torino, maczał palce w co najmniej połowie bramek straconych w eliminacjach. Nie jest to bynajmniej przypadek. Z natury jest po prostu typowym przecinakiem, wspominał o tym Tomasz Hajto w niedzielnym Cafe Futbol. Takie też są jego zadania w turyńskim trójkącie defensywnym. Przetnij, wyczyść, sfauluj. Liczba siedmiu żółtych kartek mówi sama za siebie. Ma wiele zalet, jednak nie można do niej zaliczyć szybkości czy też mobilności. W ustawieniu z klasyczną czwórką obrońców potrzebuje odpowiedniego partnera, który będzie biegał, wyprzedzał, przechwytywał. Potrzebuje dobrego uzupełnienia.

Kimś takim nie jest z pewnością Łukasz Szukała. Jest silny, wysoki, dobrze grający głową, lecz na pewno nie szybki i mobilny. A takiego właśnie partnera potrzebuje Kamil Glik, wokół którego Adam Nawałka powinien zbudować defensywę na eliminacje Euro2016. Szukała jest zbyt podobnym zawodnikiem do Glika, zaś gra trenera Fornalika na "dwie wieże" została brutalnie zweryfikowana przez naszych rywali w eliminacjach. Reprezentacja potrzebuje stopera szybkiego, wybieganego, potrafiącego dobrze wyprowadzić piłkę do pomocników. Kimś takim miał być Marcin Kamiński z Lecha Poznań, jednak obecnie wyprowadzenie piłki i elegancja w grze to jego jedyne atuty, które i tak wypadają blado w konfrontacjach w rodzimej Ekstraklasie. Poza tym w walce o górną piłkę przepchnęła by go nawet Adamiakowa z Biedronki. Trener Nawałka napalił się na testowanie Macieja Wilusza z GKS Bełchatów. Jego wola, jego prawo. Chłopak nieźle wypadł na egzotycznym zimowym zgrupowaniu, lecz jakoś trudno jest mi sobie wyobrazić jego grę przeciwko Niemcom, Irlandczykom czy Szkotom.

Rozwiązaniem problemów na środku obrony mógłby okazać Inaki Astiz. W Polce przebywa już ósmy rok, nie byłoby problemów z nadaniem mu obywatelstwa. Nie byłby konieczny tryb przyspieszony jak w przypadku pozostałych naturalizowanych graczy (Olisadebe, Roger). Nieźle radzi sobie z językiem, do tego od początku wyrażał chęć grania w reprezentacji Polski. Ostatnie pół roku stracił na leczeniu kontuzji, jednak gdy jest zdrowy, prezentuje równy, wysoki poziom. W tej rundzie nie tylko skutecznie broni, ale i przesądza o wynikach meczów Legii. Astiz wydaje się dobrym partnerem dla Glika. Jest dość szybki, jak każdy Hiszpan - niezły technicznie, często stara się rozgrywać piłkę w meczach Legii. Do odpowiednich cech motorycznych dochodzi również wzrost (185 cm / 74 kg), jakże istotny na tej pozycji.

Naturalizacja zawodnika zawsze jest tematem trudnym. Pojawiają się głosy o tym, iż Polskę powinni reprezentować tylko Polacy. Trudno się z tym nie zgodzić, jednak obecnie "zasady gry" ulegają zmianie. Nawet tak genialna futbolowo nacja jak Hiszpanie postanowiła naturalizować Brazylijczyka Diego Costę z Atletico Madryt, tocząc przy tym pojedynek na noże z brazylijską federacją. W przeszłości takich przypadków było wiele. Thiago Motta (Włochy), Pepe (Portugalia), Marcos Senna (Hiszpania). Nie powinniśmy mieć w tej kwestii żadnych kompleksów. Skoro robią to wielcy, to dlaczego nie my.

Świat jest globalną wioską. Granice ulegają zacieraniu, także w futbolu. Astiz nie będzie zbawieniem tej reprezentacji, nie strzeli w niej 30 bramek, ale może dać fundament do budowania solidnej defensywy na eliminacje dwóch najbliższych wielkich turniejów. Cel jest jeden - awans na Euro2016, toteż wszystkie ręce na pokład!

Pochwała pijaństwa czyli trudno być kibicem na trzeźwo

No Comments »


Chęć bezpośredniego delektowania się futbolem na piłkarskim stadionie wiąże się z kilkoma warunkami i prawidłowościami. Trzeba oczywiście nabyć bilet. To akurat najmniejszy problem. Warto również zabrać ze sobą barwy identyfikujące drużynę, której się kibicuje. Ponadto znacznie lepiej mecze ogląda się w towarzystwie znajomego, który ma pojęcie o futbolu, aniżeli samemu. To wszystko prawda. Jednak do tego obrazu statystycznego polskiego kibica na stadionie brakuje jednego – alkoholu.

Czy to mecze klubowe, czy też reprezentacyjne, naszych kopaczy trudno ogląda się na trzeźwo. Wiąże się to z poziomem piłki nad Wisłą.  Eurowpierdol goni eurowpierdol. Wilno, Pawłodar, Kiszyniów czy Baku śnią się nam po nocach. Na szczęście polski kibic nie jest w ciemię bity i przed meczem z reguły odbywa mini „obóz kondycyjny”. Taki mały BPS – bezpośrednie przygotowanie startowo-alkoholowe.  

Samo wyjście na mecz to swoisty rytuał. Z reguły już na kilka dni przed nie możemy doczekać się wybicia godziny zero. Szalik już od paru dni leży na półce, próbujemy przewidzieć wyjściowy skład, śledzimy newsy z „naszego” obozu. W powietrzu czuć dreszczyk emocji, aurę wyczekiwania. Bardzo ważną częścią tego rytuału jest spożycie, uwaga – słowo klucz, odpowiedniej ilości alkoholu. Z doświadczenia własnego oraz znajomych - standardem w tym przypadku powinien być „alkohol twardy”, najlepiej smakowy. W ostatnim okresie możemy zaobserwować na polskim rynku gorzelniczym wysyp niezliczonej ilości smakowych wódek począwszy od ananasa, przez miętę, aż po miód. Alkohol smakowy spożywamy jest z reguły z przyjemnością, co znacząco różni go od tzw. czystej. Nie zaleca się spożywania szampana (chyba, że po zwycięstwie), wina oraz alkoholi z półki premium. Takie trunki zostawmy na zacniejsze okazje, jak na przykład celebrację sukcesu, jakim jest wygranie ligi, bądź zdobycie jakiegoś pucharu. Ewentualnie, w przypadku kadry narodowej, pokonanie raz na dwa lata drużyny wyżej notowanej w rankingu FIFA (wcześniej Portugalia, Czechy – teraz Jordania, Zambia, Sierra Leone). Odpada także piwo, gdyż nie można czerpać przyjemności z oglądania meczu wychodząc co 10 minut do toalety, co miałoby niewątpliwie miejsce po spożyciu czteropaku  tego jakże zacnego złotego trunku.

Delektując się alkoholem przed meczem musimy koniecznie zwrócić baczną uwagę na jego ilość. Optymalnie rozwiązanie brzmi, choć wielu uzna to za herezję – „połówka na dwóch”. Większe ilości mogą spowodować nieoczekiwane nawroty ukrytej choroby lokomocyjnej w autobusie/tramwaju/pociągu, bądź też problemy z rozpoznaniem własnej drużyny na boisku. Ponadto w stanie skrajnego upojenia alkoholowego możemy nie dać rady przejść przez stadionowe bramki.

Osobnym przypadkiem jest tzw. „szlak alkoholowy”. Zjawisko to występuje późną wiosną oraz latem. Po spożyciu pewnej porcji twardego alkoholu w plenerze wyruszamy w kierunku stadionu. Pech i tragizm tej sytuacji polega na tym, iż wzdłuż naszej drogi znajdują się czynne lokale gastronomiczne. Nie sposób oczywiście przejść obok nich obojętnie. Pamiętajmy o check-inie na Fejsie!

Warta polecenia jest również instytucja tzw. „piwa na drogę”. Jeśli czas dojazdu na stadion przekracza 10 minut, można spokojnie zaopatrzyć się w browarka, którego spożyjemy w drodze na mecz. Jest to o tyle dobre rozwiązanie, gdyż nie ryzykujemy bliskiego spotkania ze służbami mundurowymi i, co za tym idzie, mandatu. W tym, jakże niepożądanym przypadku, koszt całościowy eventu wzrósłby 2-3 krotnie. Pamiętajmy jednak, aby po wyjściu z autobusu/tramwaju/pociągu kulturalnie zostawić pustą puszkę lub butelkę w okolicach kosza. Nie w koszu, bo ten jest z reguły przepełniony, lecz w bliskim jego sąsiedztwie.

Alkohol u kibica pełni również funkcję rozgrzewającą. Procenty napływające do tętnic sprawiają, że dopingujemy lepiej, krzyczymy głośniej, skaczemy wyżej! Rozgrzewanie jest szczególnie ważne na późnojesiennych i wczesnowiosennych etapach sezonu. Wtedy to aura w naszym kraju nie rozpieszcza kibiców piłkarskich, lecz odpowiednio przeprowadzony „trening przedmeczowy” potrafi zaradzić pogodowym niedogodnościom.

Alkohol był, jest i będzie częścią nadwiślańskiego rytuału kibicowania. Pozostaje jedynie mieć nadzieje, iż nikt nie złamie sobie palca podczas wchodzenia na mecz pod wpływam alkoholu, gdyż w takim wypadku istnieje ryzyko, że premier Tusk będzie lobbował za wprowadzeniem obowiązku posiadania alkomatu przez każdego kibica oraz zainstalowaniu tego typu urządzeń na wszystkich bramkach wejściowych na stadion.

PS I. Serdeczne dzięki dla towarzyszy futbolowej tułaczki. David, Darek, Bartek – dzięki!

PS II. Premier Tusk - premier oby już nie długo.

 

Futbolowy Marsz Niepodległości 2013

No Comments »


Wszyscy i wszędzie narzekają na wczorajsze obchody Narodowego Święta Niepodległości. Że bydło, że dzicz, że hołota. Jest w tym zapewne trochę racji (pewnie nawet więcej niż trochę), aczkolwiek mi osobiście obchody bardzo przypadły do gustu. Zaopatrzony w trzy sztuki złocistego trunku, świeżo zrobiony popcorn i ciepłe kapcie zasiadłem przed telewizorem, niczym w oczekiwaniu na finał Ligi Mistrzów, mecz którego jesteśmy świadkami tylko raz w roku.

Alegoria do meczu nie jest tu przypadkowa. Od kilku dni czuć było doniosłość i powagę nadchodzącej chwili. Obieg drużyny (FC Policja i KS Ruch Narodowy) już wcześniej odbyły gruntowny trening przedmeczowy, skupiając się przede wszystkim na taktyce. To głownie dzięki temu mogliśmy zaobserwować akcje na najwyższym światowym poziomie! Przed pierwszym gwizdkiem odbyła się oficjalna prezentacja drużyn, był Hymn państwowy oraz apele o poszanowanie ducha fair play. Na boisko wniesiono także ogromną biało-czerwoną flagę. W międzyczasie wszystkie strony internetowe drużyny Narodowców zostały przejęte przez antagonistycznie wobec nich nastawione ruchy kibicowskie określane mianem Lewactwa.

Na początku brawurową akcję ofensywną na skłot Przychodnia przeprowadzili Narodowcy. Chcieli szybko zdobyć bramkę, która od razu ustawiłaby spotkanie. Na nic jednak zdała się owa szarża, odparta przez mieszkańców tamtego przybytku. Zaprezentowali oni szczelną obronę strefową przed natarciem Narodowców. Ci, nie zważając na chwilowe niepowodzenie, w kolejnych minutach narzucili swoje warunki gry, prowadząc atak pozycyjny. Nie okazał się on jednak bardzo skuteczny, gdyż jak wiemy, polskie drużyny potrafią grać jedynie z kontry.

Na meczu nie mogło zabraknąć rzecz jasna fajerwerków taktycznych, technicznych oraz stadionowej pirotechniki. W ogniu stanęła tęcza na Placu Hipstera, odrestaurowana parę dni temu nakładem ponad 60 tysięcy srebrników oraz kilka samochodów. Były race i stroboskopy. Co ciekawe, w tym roku wszystkie wozy transmisyjne autokary TVNu ocalały. Na fali euforii i entuzjazmu przeprowadzono atak na przedstawicielstwo kolejnej wrogiej drużyny - ambasadę Rosji. Wobec dobrej postawy w defensywie przedstawicieli Policji, nie udało się niestety zdobyć budynku rosyjskiej ambasady, której przedstawiciele w pośpiechu zbiegli do szatni.

Z biegiem gry ataki Narodowców były coraz bardziej rwane i chaotyczne. Policja zdominowała środek pola, dzieląc drużynę na dwie części. Jak się potem miało okazać, był to klucz do sukcesu. Kapitalna postawa Niebieskich w defensywie, mówiąc kolokwialnie "zabiła mecz". Ustawili tyralierę odgradzającą przejście w kierunku Ursynowa, tym samym znacząco zawęzili pole gry. To był początek końca drużyny Narodowców, która rozbita i podzielona nie była w stanie przegrupować szyków.

Mimo, iż emocje niczym z La Bombonera udzielały się obu stronom, na szczęście obyło się bez ofiar. Kilku przedstawicieli Policji odniosło drobne urazy, co w porównaniu z latynoskimi derbami nie jest niczym szczególnym. Zatrzymano także kilku fanów gości. Na koniec głos zabrał Donald, prezes federacji, po raz kolejny ogłaszając politykę zero tolerancji dla chuligaństwa na stadionach.

I tak rok po roku. Wielkie Derby Polski to nie mecz Lech-Legia. Wielkie Derby Polski rozgrywają się 11 listopada. Na koniec trochę powagi. Wydarzenia celnie podsumował to na Twitterze Wojciech Kowalczyk: "Co może zrobić jedna brzoza? Wystarczy zobaczyć Warszawę".

PS. Na koniec Pan, który wygrał wczoraj Internet:



Wawrzyniak i dlaczego Wawrzyniak

2 Comments »


Średnio raz w miesiącu na głowę Rumianego (co jechał na wiśniówkę) wylewany jest kubeł pomyj. Nie przeczę, nie są one do końca bezpodstawne. Aczkolwiek dość łatwo we współczesnym świecie zatarciu ulega różnica między krytyką a krytykanctwem. Wawrzyn a.k.a Warzywniak ma na sumieniu wiele grzechów, zarówno tych legijnych jak i reprezentacyjnych. Tu się spóźni, tam poślizgnie. Ewentualnie jakieś radosne ole! między nogami w wykonaniu amatora. Za to właśnie zbiera srogie baty na od kibiców i dziennikarzy.

Przed Legią najważniejszy dwumecz sezonu. Sukces zapewni piękną warszawską jesień w europejskich pucharach. Rywal nie jest drużyną pokroju Celticu czy FC Basel, jednak swoje już w piłce ugrał. Molde to nie ogórki uprawiane przez 'mordercę o twarzy dziecka' (1). Na dodatek skandynawski styl nigdy wybitnie nam nie leżał.

Na legijnych forach właśnie rozgorzała dyskusja, kto powinien zagrać po lewej stronie warszawskiego bloku obronnego. Wawrzyniak czy Brzyski. Dla mnie ta dyskusja jest, co do meritum, bezsensowna. Nie wyobrażam sobie, aby Jan Urban w meczu, bądź co bądź kluczowym, wystawił na boku obrony skrzydłowego. Tomasz Brzyski to nie obrońca, to skrzydłowy, notabene dość niezły. Idąc tokiem rozumowania niektórych dziennikarzy można dojść do wniosku, że równie dobrze na tej pozycji może zagrać Michał Żyro. Tylko gdzie tu sens, gdzie logika. Klucz do sukcesu to obrona i raz jeszcze obrona. Nie Częstochowy, lecz ta mądra, z dala od szesnastki, w wykonaniu całego zespołu. Kluczowe aspekty gry obronnej, takie jak odbiór, krycie, zgranie czy też ustawienie, są po stronie Wawrzyniaka. Za Jakubem przemawia również doświadczenie uzyskane w meczach Ligii Europy oraz reprezentacji Polski.

W Norwegii Legia z całą pewnością nastawi się na kontrę. Ważne będzie zagranie na zero z tyłu i wyprowadzenie chociaż jednego ciosu. Nie wyobrażam sobie, aby po lewej stronie w meczu, gdzie mamy zachować czyste konto, zagrało dwóch skrzydłowych. Wawrzyn jaki jest, taki jest, ale to nadal czołowy lewy obrońca nad Wisłą.  Trzeba zaakceptować sytuację taki stan rzeczy. I trzymać kciuki, aby w dwumeczu z Norwegami wzniósł się na wyżyny swoich umiejętności.

Poniżej Wawrzyniakowa klasyka!

1) Wiśniówka



2) Grajcie na Wawrzyniaka



(1) Ole Gunnar Solskjær - pseudonim ten zawdzięcza niesamowitej skuteczności oraz twarzy przypominającej oblicze dziecka.

Quo vadis Anglio?

No Comments »


W Turcji, niejako w cieniu Pucharu Konfederacji, odbywają się Mistrzostwa Świata do lat 20.  Życie nauczyło nas, aby na piłkę młodzieżową spoglądać z dużym dystansem. Przeskok od juniora do seniora jest dużym wyzwaniem dla młodych piłkarzy. Temat rzeka na rozprawę doktorską, ale nie o tym dziś.

Anglicy znaleźli się w grupie E mistrzostw świata U-20. Rywale na kolana nie rzucali, byli zwyczajnie słabi, do wciągnięcia nosem – Chile, Irak i Egipt. Na papierze młodzi Synowie Albionu powinni rozklepać delikwentów między jednym melanżem a drugim. To tylko teoria, praktyka sprowadziła Anglików na ziemię:

Anglia – Chile 1:1
Anglia – Irak 2:2
Anglia – Egipt 0:2

Ostatnie miejsce w grupie. Zdobycz punktowa: 2. Bilans bramkowy 3-5. Klęska.

Klęska bezapelacyjna. Ale czy jest to tylko wypadek przy pracy? Nie. To stały trend. Wszystkie reprezentacje Anglii (A, U-19, U-20, U-21) rozegrały w 2013 roku jedenaście meczów o punkty. Wygrały tylko dwa: z San Marino (A) oraz Szkocją (U-19). To nie przypadek. Angielski futbol się nie rozwija, on się zwija i to w szybkim tempie (vide ME U-19 w Izraelu zakończone na ostatnim miejscu w grupie). Spójrzmy na kadrę „bohaterów” z Turcji. Przynależność klubowa robi wrażenie. Nie są to kluby pokroju Notts County czy Yeowil Town, ale MU, Everton, Liverpool, Arsenal, Tottenham.

Co będzie dalej? W lipcu rozpoczynają się Mistrzostwa Świata U-19. Czyżby kolejny wpierdol? Tym razem niekoniecznie. Lwy nie jadą na tę imprezę, gdyż w eliminacjach zostali wyprzedzeni przez Gruzję. W obecnych eliminacjach do brazylijskiego Mundialu Anglicy też nie rzucają na kolana. Glenn Hoddle na antenie BBC Sport już teraz radzi rodakom, aby skupić się na Mistrzostwach Starego Kontynentu w 2016, a nie na przyszłorocznym czempionacie. Skąd my to znamy.

Czy przyszłość angielskiego futbolu rysuje się jedynie w czarnych barwach? Wiele na to wskazuje. Jest jednak na Wyspach człowiek, który jeśli podejmie się misji, jest w stanie wyprowadzić angielski futbol z marazmu i stagnacji. Niebawem kilka słów o nim.

PS. Pierwsza bramka z meczu Anglia - Egipt. Świetny techniczny strzał. Autorem Trezeguet. Nie David a Mohamed Hassan. 

To nie jest kraj dla ludzi znających się na piłce

1 Comment »



Jest środa. 20.45. Siadam przed telewizorem. Mecz Polska – Irlandia. Tracę 90 minut swojego cennego czasu na to, aby oglądać popisy naszych kopaczy. Jak zwykle. Damn! No cóż, widocznie jestem futbolowym masochistą. Jak mawiają: życie to nie bajka - resztę dopowiedzcie sobie sami.

Wnioski:

Telewizja Polska powinna dobrowolnie zrzec się praw do transmisji wszelkich wydarzeń portowych w tym kraju. Czepiam się? Nie! Poziom komentarza sportowego sportowego w tej stacji jest żenujący, To wprost dramat i koszmar – powiedzą jedni. To chamstwo i brak szacunku dla kibiców – powiadam ja.

Przykład: 43 minuta meczu, akcja Polaków. Szpakowski mówi: powinniśmy zdążyć przed przerwą. Nie wspomnę już o tym, iż chyba w ostatnich dniach powstał w Niemczech klub o nazwie Bayern Leverkusen. Chyba coś przegapiłem.

Graczem meczu został wybrany Lewandowski. Pytam. Dlaczego? Za zmarnowane 2 setki? Za fryzurę czy może za to, że nawet się nie spocił. Zwyczajnie tego nie ogarniam, nie czaję. Nie kumam, nie ogarniam kuwety niczym kot na pustyni.

Słusznie zauważył znajomy: Lewandowski piłkarzem meczu – to już wiem, dlaczego Real – MU obejrzę w Internecie.

Dziękuję. Dobranoc. 

Życie po Franciszku – epizod 1

9 Comments »



Dla nas Euro już się skończyło. Wszystkie anatomie klęski zostały już opublikowane. Psy gończe spuszczone. Dziennikarskie sztylety również poszły w ruch! Także Herr Franz zdążył nadmienić, iż nie ma sobie nic do zarzucenia. Damn! - Oby tylko nie zmienił zdania. Przynajmniej jest szczery -  niby po co ma pisać te durne „raporty klęski” po wielkich imprezach. Do czego to się przyda? Może jako papier w związkowym kiblu. „Gdy emocje już opadły, jak po wielkiej KLĘSCE kurz”, wypada zastanowić się, co dalej…

Przed nami eliminacje do brazylijskiego mundialu. Grupa wydaję się być wymagająca – Anglia, Ukraina, Czarnogóra plus plankton. Hitem nie wydaję się jednak być perspektywa wojen futbolowych z Anglią, lecz fakt, iż CZTERY ostatnie, newralgiczne, decydujące, najważniejsze spotkania zagramy na wyjeździe. I tu rodzi się pytanie – jakim trzeba być debilem, aby zgodzić się na coś takiego. Odpowiedź nie jest trudna. Duet Lato – Smuda i wszystko jasne. W sumie to nawet trochę ich rozumiem. Ani Gregory, ani Franz wtedy już nie będą piastować swoich ciepłych posadek, dlatego tak łatwo wepchnęli Reprezentację w czarną, mundialowi dupę! Na poziomie organizacyjnym już mamy pierwszą porażkę. To nawet nie porażka – to skandal! Oby na boisku było lepiej.

Wraz z abdykacją księcia Franciszka do gry wracają banici oraz duża grupa słusznie lub niesłusznie pominiętych.

Do rywalizacji o miano jedynki wróci Artur Boruc. Do tego Wojtuś i Tytoń gwarantują ostrą rywalizację, z pożytkiem dla drużyny. Słówko jeszcze o Arturze. We Włoszech odżył, skupił się na piłce. Sylwetką bardziej przypomina skoczka wzwyż, niż bramkarza z krakowskiej potyczki z USA (0:3), który rzucał się wtedy jak tapczan. Któż by nie zagrał, poniżej pewnego poziomu nie zejdzie.

Prawa strona defensywy nie wymaga zbytniego komentarza. Co prawda Piszczek był dymany w meczu z Czechami tak, że aż wióry leciały, niemniej jednak to Weltklasse. Jedne z pięciu najlepszych prawych obrońców na świecie. Tutaj może zagrać również Rzeźniczak, Celeban, Wojtkowiak czy Wasyl. Ogółem rzecz ujmując, prawa obrona prezentuje się obiecująco.

Środek defensywy to farbowany lisek o Perquis. O ile nadal będzie chciał grac dla Polszy, to właśnie wokół niego powinno się zbudować blok defensywny. Wielu zarzuca mu grę na alibi, ale widać, że podczas Euro starał się grać najlepiej jak potrafi. Mam oczywiście nadzieję, ze nie było to, tylko i wyłącznie, podyktowane chęcią znalezienia sobie lepszego klubu.

Gdy Jiracek w meczu z Czechami wkręcał naszych w murawę, w mej głowie zrodziło się pytanie: „Gdzie jest Kamil Glik?” No właśnie?! Kamil Glik wydaje się być naturalnym partnerem dla Francuza. Przed nim ważny sezon. Torino wywalczyło awans do Serie A i jeśli przebije się do składu (w co wierzę) reprezentacja będzie miała z niego dużo pociechy. W orbicie zainteresowań nowego selekcjonera powinien pozostać młody Kamiński z Lecha. Co prawda na Ojro pojechał na wycieczkę, ale widać, ze chłopak ma papiery na solidne granie. W Rosji bardzo dobre recenzje zbierał Komorowski, na stoperze może też pograć Wasyl. Generalnie mam nadzieję, że idzie ku dobremu i w nasz środek nie będzie się wjeżdżać, jak w masło.

Teraz dochodzimy do pięty Achillesowej kadry SmuTy. Nie przypominam sobie zespołu, który awansowałby dalej mając na lewej obronie inwalidę. Rozumiem miłość Frania do niemieckiego Wurstu, ale ciągnięcie za uszy człowieka, który nie grał w piłkę przez 1,5 roku jest trochę niesmaczne. Bynajmniej nie twierdzę, że Boenisch tej kadrze się nie przyda. Po przepracowaniu całego okresu przygotowawczego w klubie i przy regularnej grze może być silnym punktem tego zespołu. Jest oczywiście też Wawrzyniak, którego pół społeczeństwa postrzega przez pryzmat poślizgu w meczu z Niemcami w Gdańsku. Ja nadal uważam, że to dobry obrońca i rywalizacja  z Boenischem może przynieś korzyść dla obu zawodników. Mam tu na myśli zdrową rywalizację, a nie ten kabaret, który widzieliśmy za czasów Franciszka.

Biorąc pod uwagę stan defensywy, w najbliższych eliminacjach mamy szanse powalczyć. Nowy trener (trener – nie pozorant) powinien z tej mąki zrobić trochę chleba. Może troszkę zakalcowatego, ale takiego znośnego – do przełknięcia. Aby wstyd nas nie ogarnął.

Niebawem epizod 2 – pomoc, jako serce zespołu. Serce, które na Euro uśmiercał Obraniak, a nowy selekcjoner ma szansę wskrzesić. 

Paweł Brożek napastnikiem światowej klasy jest

1 Comment »


Średnio raz w tygodniu co najmniej jeden rodzimy kopacz gały udziela takiej wypowiedzi, nad którą nie można swobodnie przejść do porządku dziennego. I bynajmniej nie jest to jakiś górnolotny tekst, cytat – to zazwyczaj wypowiedź będąca objawem głupoty, debilizmu.

W tym tygodniu plebiscyt na autora najbardziej idiotycznej sentencji wygrał Grzegorz Lato Jarosław Fojut. Taką oto laurkę wystawił swojemu przyszłemu koledze Pawłowi Brożkowi (chodź to, iż spotkają się na Celtic Park wcale nie jest takie pewne wobec ostatnich strzeleckich sukcesów Brozia w Trabzonie):

Paweł to napastnik światowej klasy. Przed bramką jest zabójczy, ale to nie jedyna jego zaleta. Jest inteligentny, bardzo szybki i niezwykle kreatywny. Nie jest typowym egzekutorem. Nigdy nie wiadomo, co zrobi i to sprawia, że jest tak niebezpieczny. Grałem przeciwko niemu raz czy dwa, gdy był jeszcze zawodnikiem Wisły i przegraliśmy. Było ciężko. To bardzo trudny przeciwnik i wolałbym go mieć po swojej stronie - przyznał obrońca w wywiadzie dla szkockiego „The Sun”.

W zasadzie to liczy się tylko pierwsze zdanie. Według Fojuta Brożek jest piłkarzem światowej klasy! Własnym oczom nie wierzę! Brożek i światowa klasa?! Może biednemu Jarkowi chodzi o inną dyscyplinę sportu? Może o skille w PESa 2012 na Play Station?! Szanujmy się. W Trabzonsporze w 19 meczach strzelił 3 bramki – słownie TRZY. Naprawdę postrach bramkarzy.

Otóż Jarku. Brożek nie jest graczem nawet europejskiej klasy, ba nawet nie jest to klasa środkowo-wschodnio europejska. Może i jest international level w wydaniu beenhakkerowskim, ale tamten  poziom wzniósł się też Tomasz Zahorski, Michał Pazdan i inne „wynalazki”.

Mój ulubiony portal piłkarski  Weszlo! jakimś dziwnym trafem nie zwrócił uwagi na ten wywiad. Czyżby dlatego, że  Jarosław Fojut prowadzi u Was bloga?


Obiektywnie subiektywny skład na Euro 2012: blok defensywny

No Comments »




Bramkarze:
Newralgiczna pozycja, od niej zaczyna się budowanie drużyny. Tutaj wielkiego wyboru nie ma. Jest Wojtek „Usunąłem Tweetera” Szczęsny – gra w najlepszej lidze świata, w klubie z czołówki Co istotne, występuje regularnie.  Jego zmiennikiem powinien być Artur Boruc. Życzeniowe myślenie jest tu kluczem, gdyż nasz super konsekwentny selekcjoner w tym akurat przypadku zdaje się uparcie trzymać wcześniej wypowiedzianych słów. Trzecim bramkarze powinien zostać Wojciech Pawłowski. Ma wielki talent, co doceniło już Udinese, a liźnięcie wielkiej piłkarskiej imprezy zaprocentuje w przyszłości.

Prawi obrońcy:
Bezapelacyjny numer jeden to Łukasz Piszczek. Mimo, iż w reprezentacji nie prezentuje takiego poziomu, jak w Dortmundzie i tak wydaje się być jedynym pewnym punktem formacji obronnej. Zmienikiem powinien zaś zostać Marcin Wasilewski. Co tydzień podstawowy skład brukselskich Fiołków, do tego niesamowita, heroiczna walka o powrót do sportu Jakub. Rzeźniczak raczej musi się pogodzić z losem, tym bardziej, że nawet u Skorży wyżej stoją akcje Artura Jędrzejczyka.

Środkowi obrońcy:
Tutaj mamy największy ból głowy. Duet stoperów powinien stworzyć ktoś z trójki: Damien „Mieć pradziadek z Polska” Perquis, Kamil Glik, Arkadiusz Głowacki. Nasz francuski farbowany lisek, mimo iż swoją grą na alibi nie powala na kolana, to jednak jest podstawowym graczem występującym w Lique 1 Sochaux . Kamil Glik po wielu niepowodzeniach na reprezentacyjnym i klubowym polu wreszcie ustabilizował formę w Torino. Został też wybrany do jedenastki rundy jesiennej Serie B. Arkadiusz „Kontuzja” Głowacki gra najmniej stabilnie ze wspomnianej trójki, ale jest za to najbardziej doświadczonym zawodnikiem. Rutyna i ogranie na imprezie rangi mistrzowskiej zawsze są na wagę złota.

O miano czwartego stopera w reprezentacji PZPN powinien zawalczyć Tomasz Jodłowiec oraz Jarosław Fojut. Ten pierwszy jest pewnym punktem warszawskiej Polonii, drugi zaś niebawem wraca na wyspy. I to nie byle gdzie, bo do katolickiej części Glasgow.

Osobna kwestia to temat Michała Żewłakowa, jednego z najlepszych stoperów w Ekstraklasie, który z pewnością powalczyłby o miejsce w jedenastce na Euro 2012. Tutaj znów ujawnia się głupkowata „konsekwencja Smudy”, sam Żewłak uznał zaś, że nie będzie „kopał się z koniem” i dyplomatycznie unika tematu reprezentacji.

Lewi obrońcy:
Największy problem reprezentacji PZPN to lewa obrona. Mimo, iż do zdrowia wraca Boeanisch nadal panuje tu dramat. Chyba tylko Smuda wierzy w to, że Sebastian „Zawsze kochałem Polskę” Boeanisch, po półtorarocznym rozbracie z piłką jest w stanie nagle wskoczyć do składu reprezentacji. Cóż. Franz sam na siebie kręci bicz – nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz. Podstawowym lewym obrońcą na Euro powinien być Jakub Wawrzyniak. Przemawia za tym niezła, ustabilizowana forma przez cały sezon oraz… brak realnych alternatyw. Nie należy go oceniać wyłącznie przez pryzmat meczu Polska – Niemcy. Warto przyjrzeć się też Piotrowi Brożkowi, który po grzaniu ławy w Trabzonie zdecydował się, wzorem brata, na półroczne wypożyczenie. Samsunospor może nie powala na kolana, ale z pewnością daje realną możliwość na regularne występy.

Na razie sytuacja  bloku obronnym wygląda tak: mocne pozycje to bramkarz + prawa obrona. O pozostałe miejsca w wyjściowej jedenastce walka będzie trwał do samego końca.
Trochę w tym wina Smudy, trochę pecha, co nie zmienia to faktu, iż na Euro i tak czeka nas wpierdol!

Weszlaki nas czytają?

No Comments »

Czasem się z nimi zgadzamy, czasem mniej, a czasem w ogóle. Ale nie ma co ukrywać - lubimy Weszło. Lubimy i czytamy. Nasz skromny blog z kolei istnieje bardzo krótko - ba, ostatnio lekko ucichliśmy (tęsknicie?), ale czy - tak jak my zaglądamy na rzeczony serwis - weszlaki odwzajemniają nam się tym samym?

Na początku maja, gdy sezon piłkarski w Europie trwał sobie w najlepsze, na naszych łamach ukazał się tekst na temat Adela Taarabta autorstwa Kristoffa. Przedwczoraj na Weszło pojawił się TAKI OTO ARTYKUŁ.


Skład na Euro – Bramkarze

3 Comments »


Euro 2012 zbliża się wielkimi krokami. Na rok przed turniejem Franiu obiecał zakończyć selekcję, jednak na miejscu piłkarzy bym się tym nie przejmował. Smuda mówi jedną rzecz w poniedziałek, a we wtorek jej zaprzecza. Ot, takiego mamy konsekwentnego selekcjonera.

Trzon reprezentacji z grubsza się już wykrystalizował, toteż wypada pochylić się nad przeanalizowaniem każdej pozycji z osobna w kontekście kadry na E2012. Na pierwszy ogień idą bramkarze.
Na obecną chwilę bluzę z 1 ma Wojciech Szczęsny. Dobra postawa w Arsenalu zarówno w LM, jak i na krajowym podwórku, a także młodość i charakter przemawiają za nim. Wielu upatruje w nim bramkarza na lata dla kadry i The Gunners. Oby tak się stało. Miejmy nadzieję, że Wenger nie zdecyduje się na zakup goalkeepera, bo może nam to dość znacząco pokrzyżować szyki.
O pozostałe dwa miejsca w kadrze będą walczyć: Kuszczak, Fabiański, Sandomierski i Tytoń. Tomasz Kuszczak musi przede wszystkim odejść z MU, by zacząć wreszcie grać w meczach o stawkę. Pojawił się temat transferu do Galatasaray czy West Bromwich Albion. Wszystko lepsze, niż ławka. To samo tyczy się Łukasza Fabiańskiego, który jest teraz w cieniu Szczęsnego. Duże szanse na powołanie do kadry na E2012 ma Grzegorz Sandomierski. Najlepszy obecnie bramkarz Ekstraklasy (razem z Pareiko) jest pod stałą obserwacją zachodnich klubów. Wymienia się tu nawet takie marki jak Juve czy Chelsea. Przewija się także temat transferu do Swansea, co w jego położeniu wydaje się najlogiczniejsze, z uwagi na potrzebę regularnej gry. Jest jeszcze Przemysław Tytoń, który gra regularnie w pierwszym składzie w Rodzie, w dość silnej europejskiej lidze.
Trzeba również pamiętać o Arturze Borucu. Tu jednak temat wydaje się zamknięty i jest to chyba jedyny przejaw konsekwencji Franciszka Smudy. O Euro być może powalczy Jerzy Dudek, który ma oferty w klubów hiszpańskich, rosyjskich i angielskich.
Subiektywnie – w kadrze na Euro powinni się znaleźć: Szczęsny, Sandomierski i Dudek.
1. Szczęsny – nie ma dyskusji, bezapelacyjny „numero uno”.
2. Sandomierski – młodość, talent, dobra postawa w lidze.
3. Dudek – za zasługi dla polskiej piłki. Doświadczony, obyty, z niejednego pieca chleb jadł. Nasz ostatni mecz grupowy (o honor) powinien być jego pożegnaniem i zwieńczeniem pięknej kariery. Nie czarujmy się. Trzeci bramkarz na takim turnieju to tylko fajna wycieczka. Albo jedzie się za zasługi, albo po naukę. W tym przypadku wygrały zasługi.






Już niebawem na tapecie wylądują prawi obrońcy.
Jak wg Was powinna wyglądać obsada bramki na Euro 2012?

Football is the beautiful game

No Comments »


Football is the beautiful game – rzekł klasyk. Może nie zgodziłby się z tym Jose Mourinho, ale tak jak piękny futbol egzystuje poza Katalonią, tak są bardziej światłe umysły, niż Portugalczyka.
Solą piłki są piękno i trofea. Gdy oba aspekty ze sobą współgrają widzimy to, co dzieje się na Camp Nou. Cały futbolowy świat rozpływa się w zachwytach nad teamem Guardioli. Drużyną zaś trofeożerną, nie grającą porywająco, był ubiegło sezonowy Inter Mediolan. NerroAzzuri wygrali wszystkie możliwe trofea, jednak w obecnym sezonie nie przypominają w niczym wojowników Mourinho 2009/2010.
Barcelona Guardioli i Inter Mourinho to dwa przeciwne żywioły połączone jedną wstęgą z napisem „trofeum, puchar, laur”. Czasami jednak zdarza się, że mimo pięknej, porywającej gry klubowa gablota z pucharami świeci pustkami, obrasta pajęczyną. I nie mam tu na myśli The Gunners.
Zaistniała kiedyś w piłkarskiej rzeczywistości drużyna wybitna, nietuzinkowa, zjawiskowa. Nie był to klub, ale reprezentacja. Aż strach pomyśleć, co działoby się na murawie, gdyby trenowali ze sobą kilka razy w tygodniu. Jaki to zespół?
Brazylia 1982 – drużyna grająca prawdopodobnie najpiękniejszy futbol, jaki dotychczas widziano w naszej galaktyce. Leandro, Falcão, Sócrates, Zico, Éder – konstelacja gwiazd, z której drużynę ulepił Tele Santana. Widząc ich akcje ma się dreszcze, po plecach przechodzą ciarki. Tak się kiedyś grało w futbol.


Drużyna wielka, kompletna, ale też niespełniona. Nie wygrała tego, co w futbolu najważniejsze – Pucharu Mistrzostw Świata. Jej grą na Mundialu w Hiszpanii zachwycał się cały świat. Pewnie zmierzali po tytuł, jednak na ich drodze stanęli Włosi, ze znakomitym Poalo Rossim oraz skałą z Turynu – Claudio Gentile. Rossi strzelił w tym meczu 3 bramki i pozbawił Kanarkowych szans na sukces. Pozostał smutek, żal i niedowierzanie. Złoto było marzeniem, na otarcie łez nie było nawet podium.
Wspominając o Mundialu 1982 nie sposób pominąć ogromny sukces Reprezentacji Polski. Pod wodzą Antoniego Piechniczka (tego od rzutów rożnych, bitych każdy z inną myślą) zdobyliśmy brązowy medal.


Mam nadzieje, ze kiedyś będzie mi dane oglądać Reprezentację Polski walczącą, jak równy z równym z Niemcami, Francją, Brazylią czy Hiszpanią. Mam też nadzieje, że będzie mi dane podziwiać w akcji takich piłkarzy jak Młynarczyk, Janas, Żmuda, Smolarek, Lato czy Boniek.
Mam nadzieję.

Marokański Zizou z zachodniego Londynu

2 Comments »

Adel Taarabt – mówi wam coś to nazwisko? Jeśli nie śledzicie rozgrywek Championship i nie jesteście fanami Football Managera z pewnością odpowiedź jest negatywna.
Adel, potomek marokańskich emigrantów, przyszedł na świat we francuskim Berre równo 22 lata temu. Tam tez uczył się od podstaw piłkarskiego rzemiosła. Jego pierwszym klubem był Racing Club de Lens – ubiegłym dziesięcioleciu rozbijający się w europejskich pucharach, dziś tułający się w dolnych rejonach Ligue 1, jeden z głównych kandydatów do spadku. Wielu widziało w nim nowego Zizou, jednak i tym razem opinie te szybko zweryfikowała rzeczywistość. Nie zagrzał długo miejsca na Stade Félix Bollaert, gdyż jako utalentowany młodzieniec szybko wpadł w oko skautom Tottenhamu, co zaowocowało transferem za kwotę 2 milionów euro. W pierwszej drużynie Spurs zadebiutował już w wieku 17 lat. Od zawsze uchodził za wielki talent, jednak czasami nie wytrzymywał trudów rywalizacji z innymi zawodnikami. Był kilka razy wypożyczany do Queens Park Rangers, aż w końcu The Hoops zdecydowali się na transfer definitywny. To właśnie w klubie z zachodniego Londynu dane mu było ukazać swój prawdziwy potencjał. Obecnie jest siłą napędową, kapitanem, a zarazem główną postacią zespołu, który właśnie zapewnił sobie powrót do najwyższej klasy rozgrywkowej.


Taarabt jest uniwersalnym zawodnikiem przednich formacji. Może grac zarówno w napadzie, na skrzydłach, jak i klasyczną 10 bądź side strikera. Jego największymi atutami są świetne wyszkolenie techniczne oraz drybling. Jest zwinny i piekielnie szybki, przy tym niezwykle zadziorny i błyskotliwy.
Jak wielu piłkarskich potomków imigrantów we Francji, Taarabt wybrał reprezentowanie ojczyzny swoich rodziców. Jak dotąd na arenie międzynarodowej wystąpił 8 razy strzelając 3 gole. Marokańskie gazety porównują go do rekordzisty kraju pod względem występów w reprezentacji – Abdemajida Dolmy’ego, który wystąpił w barwach Lwów Atlasu 140 razy.
Dziś mówi się o zainteresowaniu takich wielkich firm jak Real Madryt, Arsenal czy Liverpool. Transfer wydaje się być kwestią czasu, a Taarabt w obecnej formie ma szanse na osiągnięcie czegoś więcej, niż grania ogonów w barwach The Spurs. Jedno jest pewne – chłopak ma potencjał i jeszcze będzie o nim głośno.

Cytatem z murawy - Claudio Gentile

1 Comment »

Claudio Gentile, gwiazdor reprezentacji Włoch i Juventusu, słynął z nieustępliwości oraz niezmiernie ostrej gry, niemal zawsze na pograniczu faulu. Swoją bezkompromisowością przyczynił się do zdobycia przez turyńczyków wielu klubowych trofeów (m.in. 6 razy mistrzostwo Włoch) – po to najcenniejsze sięgnął w 1982 roku z Squadra Azzura na Mundialu w Hiszpanii w 1982 roku.
W spotkaniu grupowym z Argentyną nakrył czapką wschodzącą argentyńską gwiazdę – Diego Maradonę. Faulował go aż 23 razy. Po tym meczu wypowiedział zdanie, które dziś jest już klasyką:
„Football is not for ballerinas”
Słowa te do dziś nie straciły na znaczeniu. Futbol to męska gra. Kto boi się wejść bark w bark, gry na tzw. kontakcie, niech zostanie w szatni, usiądzie na trybunach, bądź postawi na Pro Evolution Soccer.
Ostatni o Gentile znów zrobiło się głośno w kontekście Zlatana Ibrahimovic'a. Słynny defensor powiedział, iż z chęcią wróciłby na boisko, żeby pokazać Szwedowi na czym polega prawdziwy futbol. Ibra może mówić o szczęściu, gdyż nie musi mierzyć się na boisku z jednym z najlepszych, ale i najtwardziej grających defensorów w historii.
Poniżej Gentile w akcji:



Tekst jest początkiem serii publikacji traktujących o zawodnikach, działaczach, trenerach, których 'złote myśli" na stały się klasyką i które każdy kibic znać powinien.

Magic from Mexico - Guillermo Ochoa

No Comments »

Milan, Manchester United, Bayern, Tottenham, Valencia. Co łączy te kluby? Pierwsza myśl - są wielkie, utytułowane, renomowane. Wygrały mnóstwo pucharów, swą grą zachwycały i zachwycają miliony kibiców na całym świecie. Zgadza się. Łączy je jednak jeszcze jedna kwestia, troszkę mniej chlubna - słaba obsada bramki.

Milan - tu spada kurtyna milczenia nad mediolańskimi goalkeeperami - adios Abiatti. MU żegna się powoli z van der Sarem (do drzwi puka utalentowany de Gea), w Monachium zaś wciąż nie widać godnych następców Kahna - najbardziej niemieckiego z niemieckich piłkarzy. W północnym Londynie i ciepłej Walencji bramek strzegą kopacze co najwyżej przeciętni - Brazylijczyk Heurelho Gomes oraz weteran Sanchez do spółki z elektrycznym Moyą.

Lekarstwem na bramkarską marność i przeciętność jest Guillermo Ochoa z America Mexico. Niekwestionowana gwiazda tamtejszej ligi. Jak mówi uncle Google chłopak ma niespełna 25 lat i w rodzimej ekstraklasie wyczynia dosłownie cuda. Zadebiutował w wieku 18 lat u dobrze nam znanego Don Leo.



Chłopak ma wszystkie atrybuty ku temu, aby zostać wielki bramkarzem. Niesamowita skoczność, zwinność, szybkość, refleks. Poezja ruchów. Broni sytuacje wręcz nieprawdopodobne.

Meksyk na lata ma bramkarza nr 1 oraz godnego następcę legendarnego Oswaldo Sancheza. Kwestią czasu jest transfer do Europy, jedyne co na razie go hamuje, to kwota odstępnego w wysokości 10-15 milionów euro.


Nie słyszeliście o nim? Czas zapamiętać to nazwisko - Ochoa. Guillermo Ochoa.