Pokazywanie postów oznaczonych etykietą warszawa. Pokaż wszystkie posty

Legia i Wisła: pozytywne zaskoczenie.

1 Comment »

Przyznaję i biję się w pierś: byłem przekonany, że Legia i Wisła będą niczym kobiety z seksistowskich dowcipów. Że to, iż jeszcze wiosną trzymają się w Lidze Europy, to kwestia tylko zbyt długiego łańcucha, który z kuchni sięga aż do salonu. Że Sporting i Standard będą jak Lord Vader na powyższym obrazku - szybko pokażą naszym klubom drogę do owej kuchni.

Tymczasem obie ekipy pokazały nieco niezłej piłki i walki do końca. Mogło być lepiej, fakt. Bramkowe remisy w Polsce w korzystniejszej sytuacji stawiają rywali. Ale przynajmniej nie ma wstydu (co za podłe czasy - cieszyć się z tego, że nie ma wstydu). Gdyby jeszcze Żyro i Ljuboja w Legii, oraz Garguła w Wiśle potrafili zachować więcej zimnej krwi pod bramką, wczorajsze spotkania mogły potoczyć się jeszcze lepiej. Gratuluję przede wszystkim gry do końca i bramek zdobywanych w końcówce, zwłaszcza Wiśle, która przez większość meczu grała w osłabieniu. Niestety dla Legii, Sporting też grał do końca. Podsumowując: nadal myślę, że awansują rywale, ale polskie kluby nie są bez szans, jednak w rewanżach muszą zagrać jeszcze lepiej. Jestem przekonany, że przy portugalskiej pogodzie taki Sporting (zszokowany śniegiem i temperaturą w Warszawie) zaprezentuje lepszą, bardziej techniczną piłkę.

Ps. "Gratuluję" stadionowym bałwanom, czyli "kibicom".

Smolarek pogodzony z zesłaniem.

1 Comment »

Jak wszyscy (większość z nas?) wiemy, Euzebiusz Smolarek pożegnał się z występami w Ekstraklasie. Niedawno okazało się, że w Młodej Ekstraklasie też nie pogra. Czyli mamy to, co wielu wieszczyło od dawna, a więc zesłanie byłego czołowego polskiego gracza, reprezentanta kraju, zawodnika walczącego niegdyś o koronę króla strzelców w Bundeslidze do... (werble) Klubu Kokosa!!! Ach to codzienne bieganie po schodach... Przynajmniej będzie miał Ebi z kim biegać, bo to elitarne grono jest obecnie najliczniejsze w historii. Oprócz Kokosińskiego, Smolarkowi towarzyszyć będą Daniel Mąka i (prawdopodobnie) Janusz Gancarzyk, którzy również (tak jak Smolarek) nie zaakceptowali słynnego pomysł J.W. na nowe, "motywacyjne" kontrakty. O ile w Polonii mówi się, że Gancarczyk szykuje się do transferu, o tyle nie ukrywa się, że Daniela Mąki nikt nie chce. Oprócz tych panów, dyktatowi prezesa sprzeciwili się również Sobiech i Mierzejewski, ale oni wiadomo - poszli zdobywać świat. Smolarek świata zdobywać nie pójdzie, no bo kto da takiemu Smolarkowi 400 tys. euro za sezon, które dostaje on teraz? Oto, jak nasz bohater, były czołowy polski gracz, reprezentant kraju, zawodnik walczący niegdyś o koronę króla strzelców w Bundeslidze sam komentuje zaistniałą sytuację:
Jestem pracownikiem Polonii, mam ważny kontrakt. Byłoby z mojej strony mało lojalne, gdybym szukał innego klubu. Nie dostałem nawet na to zezwolenia.
I dodaje:
Mam ważny kontrakt.

Smolarek daje jasno do zrozumienia: po co mam gdzieś grać w piłkę za mniejsze pieniądze, skoro mogę biegać po schodach za 400 tys. euro rocznie? I ja nawet jestem go w stanie zrozumieć. Najlepsze lata kariery za sobą, zarobki zajebiste. Czego chcieć więcej? Nie ma co od każdego wymagać wielkich sportowych ambicji, bo żyjemy w świecie, którym rządzi jednak pieniądz. Sorry.

A fanom Polonii i Józefowi Wojciechowskiemu pozostaje mi pogratulować tak lojalnego zawodnika.

Najbardziej gratulujemy Probierzowi.

No Comments »

Z wczorajszej kompromitacji Jagiellonii nie robiłbym wcale wielkiego halo. Kto jest zszokowany, ręka w górę. Nie widzę, dziękuję. Znów nasi kopacze odpadają z półamatorami nie wiadomo skąd. Na Śląsk i Legię też bym za bardzo nie liczył. Może, MOŻE będzie nam dane troszkę poemocjonować się Wisłą w Lidze Europy. Jeśli tak, to świetnie, jeśli nie - trudno. Najbardziej szkoda tylko tego, że przy zeszłorocznych porażkach w europejskich pucharach, to właśnie Jaga pokazała najwięcej klasy, nawiązując walkę z Arisem Saloniki.

Rację ma Michał Probierz, mówiąc: To nasze miejsce w Europie, nie ma co się czarować. Wczorajszy wynik niewątpliwie zbliżył go do upragnionego wymiksowania się z funkcji trenera białostockiej drużyny. Z tym, że na kontrakt w Legii już chyba za późno, a i cv po tej wyprawie na Kazachstan jakby bardziej spaskudzone.

Mariusz Piekarski o Manu i Mezendze

No Comments »

Trafiłem ostatnio na blog Mariusza Piekarskiego w serwisie Weszło.com. Przyznaję, pierwszy raz. Ale nie żałuję, bo ubawiłem się setnie. Zwłaszcza dzięki TEJ NOTCE z dziewiątego czerwca ubiegłego roku. Piekarski z dumą przyznaje w niej, że właśnie jako manager zakontraktował dwóch nowych graczy w Legii Warszawa. Manu i Bruno Mezengę.

Co Piekarski pisał wtedy o Manu? "Zachwycamy się Sławomirem Peszką, ale Manu ma większe obycie, grał na wyższym poziomie i przeciwko lepszym rywalom. (...) Manu jest silny fizycznie, jest bardzo szybki i ma bardzo dobrą wrzutkę. To typowy asystent. Może grać zarówno z prawej, jak i lewej strony. Zwłaszcza dzięki imponującej szybkości potrafił sprawiać mnóstwo kłopotów obrońcom Porto, Benfiki czy Sportingu. (...) To piłkarz, który ma osobowość, wie, czego chce. Jest gotowy na presję, wie, po co przychodzi do Warszawy." Koń jaki jest, każdy widzi. W ligowym "szlagierze" z Lechem Poznań, gdy Manu próbował dośrodkowań, nawet od panów komentatorów można było usłyszeć, że gdy tylko dochodzi on do piłki, nie możemy spodziewać się niczego dobrego. A co robił Manu? Cóż, każdym zagraniem to potwierdzał. A jeśli już komentatorzy TVP (oprócz Darka "Marszczę Rano" Szpakowskiego całkowicie bezpłciowi) wyśmiewają twoją grę, powinieneś niezwłocznie zastanowić się nad zmianą zawodu. Manu w Legii gra w pierwszym składzie, fakt. Ale gra nie dlatego, że jest najlepszy, tylko dlatego, że lepszych na tę pozycję ta drużyna nie posiada. Manu gra, bo ktoś musi.

O Mezendze Mariusz stwierdził: "To też jest chłopak, który w Legii się nie spali. We Flamengo, gdzie grał do tej pory, presja jest zdecydowanie większa niż w Polsce, nieporównywalna. Bruno to typowa „dziewiątka”, piłkarz wykańczający akcje i kręcący się cały czas w okolicach pola karnego. Myślę, że kogoś takiego w Legii w poprzednim sezonie brakowało." Otóż nie, Mariuszu, nie brakowało. Mezenga? A w ogóle, to kto to jest ten Mezenga?

Mimo wszystko te transfery można jednak uznać za sukces. Sukces Mariusza Piekarskiego. Pracę managera należy oceniać nie na podstawie sportowych osiągnięć jakichkolwiek graczy, ale na podstawie tego, jak wysokie pieniądze potrafi wynegocjować za piłkarską niedojdę. Aha, musi jeszcze znaleźć frajera, który tę niedojdę kupi.

Rozumiem, że taki kit o Manu i Mezendze Piekarski musiał wciskać latem władzom Legii, ale żeby publicznie wmawiać to kibicom? Po co? Zwłaszcza, że feralne transfery były już dokonane. A może szanowny menago rzeczywiście dostrzegał potencjał tych graczy? Oznaczałoby to nic innego, jak to, że nie zna się na piłce.

Ps. Rzeczona notka była przedostatnią na blogu Piekarskiego. Ostatnia pojawiła się osiemnastego sierpnia. Od tego czasu - cisza. To akurat jestem w stanie zrozumieć.