Tomku, Twój Manchester United zagra w finale Ligi Mistrzów. Niedługo też odbierze tytuł mistrza Anglii. Ty, niestety, nie odbierzesz. Nie odbierzesz, bo cztery mecze w lidze, to za mało, aby otrzymać medal za mistrzowski tytuł. Co prawda, wcześniej dwa razy udało Ci się go dostać, bo “angielska federacja może zdecydować o przyznaniu medalu piłkarzowi, który nie zagrał w przepisowej ilości meczów. Zdarza się to sporadycznie i dotyczy zwykle rezerwowych bramkarzy, lub ważnych dla drużyny piłkarzy, którzy przez wiele miesięcy leczyli kontuzję” (sport.pl). Ale tym razem nic z tego.
Tomku, od pięciu lat, mniej więcej co roku, słyszymy od Ciebie to samo. Że nie odejdziesz z Manchesteru, i że będziesz walczył o miejsce w pierwszym składzie. Nie walczyłeś. Przez te pięć lat ani razu nie byłeś dla Fergusona opcją na numer jeden między słupkami. Wszyscy to widzieli, tylko nie Ty. Inna sprawa, że Van der Sar pod koniec kariery był naprawdę fenomenalny, ale to też mogłeś chyba zauważyć. Teraz Holender odchodzi na emeryturę, więc... Ferguson szuka klasowego bramkarza. Oszczędź nam wszystkim, Tomku gadki o rywalizacji i walce o numer jeden. Odejdź. Na przykład do... W.B.A. Pamiętasz, jak nawet zaliczyłeś tam interwencję sezonu w Premier League?
To były jeszcze czasy, kiedy cała Anglia widziała w Tobie świetnie zapowiadający się młody talent. Teraz w Twoim byłym klubie chcą Cię z powrotem. Czemu nie? Pewnie, kierunek z United do West Bromwich Albion, to zawsze krok w tył, ale sam jesteś sobie winien. Gdybyś wcześniej odszedł z Manchesteru, albo nawet w ogóle tam nie przechodził, albo pograł o jeden sezon dłużej tam, gdzie byłeś pierwszym bramkarzem, mógłbyś być teraz w zupełnie innym miejscu. Jeśli chcesz pokazać troszkę więcej ambicji, niż do tej pory - odejdź. Nie powinni robić Ci problemów.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bramkarz. Pokaż wszystkie posty
Tomku, spieprzaj.
Magic from Mexico - Guillermo Ochoa
Milan, Manchester United, Bayern, Tottenham, Valencia. Co łączy te kluby? Pierwsza myśl - są wielkie, utytułowane, renomowane. Wygrały mnóstwo pucharów, swą grą zachwycały i zachwycają miliony kibiców na całym świecie. Zgadza się. Łączy je jednak jeszcze jedna kwestia, troszkę mniej chlubna - słaba obsada bramki.
Milan - tu spada kurtyna milczenia nad mediolańskimi goalkeeperami - adios Abiatti. MU żegna się powoli z van der Sarem (do drzwi puka utalentowany de Gea), w Monachium zaś wciąż nie widać godnych następców Kahna - najbardziej niemieckiego z niemieckich piłkarzy. W północnym Londynie i ciepłej Walencji bramek strzegą kopacze co najwyżej przeciętni - Brazylijczyk Heurelho Gomes oraz weteran Sanchez do spółki z elektrycznym Moyą.
Lekarstwem na bramkarską marność i przeciętność jest Guillermo Ochoa z America Mexico. Niekwestionowana gwiazda tamtejszej ligi. Jak mówi uncle Google chłopak ma niespełna 25 lat i w rodzimej ekstraklasie wyczynia dosłownie cuda. Zadebiutował w wieku 18 lat u dobrze nam znanego Don Leo.
Chłopak ma wszystkie atrybuty ku temu, aby zostać wielki bramkarzem. Niesamowita skoczność, zwinność, szybkość, refleks. Poezja ruchów. Broni sytuacje wręcz nieprawdopodobne.
Meksyk na lata ma bramkarza nr 1 oraz godnego następcę legendarnego Oswaldo Sancheza. Kwestią czasu jest transfer do Europy, jedyne co na razie go hamuje, to kwota odstępnego w wysokości 10-15 milionów euro.
Nie słyszeliście o nim? Czas zapamiętać to nazwisko - Ochoa. Guillermo Ochoa.